facebook
Uwolnij swoje cyfrowe życie
05 grudnia 2016

Według naszego najnowszego badania ponad 70% aktywnych użytkowników internetu rozważa wypisanie się z sieci społecznościowych, głównie dlatego, że tracą na tę aktywność zbyt dużo czasu. Moim zdaniem chodzi o coś więcej: ludzie czują, że stali się zwykłym towarem dla korporacji cyfrowych, które nie tylko karmią ich treściami, lecz także coraz częściej mówią, co należy robić, kupić, zobaczyć czy usłyszeć — a lista ta wciąż się wydłuża.

Czy naprawdę potrzebujemy swojego cyfrowego życia? Wielu z Was już zna tę gorzką prawdę: nie, nie potrzebujemy go.

Każdy użytkownik urządzenia cyfrowego ma pewien wachlarz możliwości, dzięki którym jest w stanie w jakimś stopniu kontrolować swój cyfrowy „cień” (mam tu na myśli dane i metadane, które są generowane automatycznie podczas odwiedzania stron w internecie): VPN-y, serwery anonimizujące oraz filtrujące mogą go zmniejszyć, lecz co z bardziej widoczną częścią życia cyfrowego? Zdjęcia, filmy, ulotne myśli i wszystko inne, co publikujemy świadomie i traktujemy jako własne — nasze cyfrowe odciski — tak naprawdę należą do korporacji informatycznych, które rządzą sieciami społecznościowymi i platformami z multimediami.

Gdy wysyłasz na serwer film, na którym jesteś ze znajomymi czy rodziną, usługa hostingowa (np. strona, na której go udostępniasz), nabywa do tego materiału efektywne prawo własności. W zależności od regulacji prawnych, które obowiązują w Twoim kraju, możesz zakazać dalszego udostępniania lub żądać usunięcia osobistej zawartości. Lecz bez względu na to, co mówią warunki korzystania ze strony, nigdy nie będziesz mieć stuprocentowej pewności, że nie został po tym żaden ślad i właśnie dlatego użyłem określenia „efektywne prawo własności”.

Ogólnie rzecz biorąc, to, co przewija się w internecie, zostaje tam na zawsze, bez względu na to, w jakim jesteś stanie, gdy to publikujesz, lub czy w przyszłości będziesz mieć dostęp do swojego konta. A jeśli ktoś zhakuje Ci konto i zmieni do niego hasło? Pech! Gdy nie jesteś posiadaczem swoich cyfrowych wytworów ani nie masz prawa tego żądać — jesteś cyfrowym niewolnikiem.

Dla wielu moich znajomych jest to nawet wygodne. Podoba im się życie w bańce „dopasowanej zawartości”, „ofert specjalnych” i „ciekawych wpisów znajomych”. Lecz mam także wielu znajomych, którzy woleliby przestać płacić za to wszystko w zamian za uzyskanie wolności, aby stać się irracjonalnym, niewytłumaczalnym, nieprzewidywalnym i — przede wszystkim — niewidzialnym dla narzędzi cyfrowych. I ja też bym tak chciał.

Wobec tego pozwolę sobie zadać pytanie: kiedy ostatnio usiadłeś ze swoim najlepszym kumplem lub rodziną, oglądaliście wspólnie zdjęcia i wspominaliście stare czasy? Dawno, prawda? Uzależniliśmy się od sieci społecznościowych na tyle, że gdy się spotykamy, nie ślęczymy na albumami — ich się już nawet nie robi! Cyfrowi następcy albumów, ramki fotograficzne, nigdy się nie przyjęły. Po co w ogóle o tym myśleć, jeśli można umieścić zdjęcie na Instagramie czy Facebooku?

Zamiast więc rozczulać się z bliskimi nad albumami, ludzie siadają przy stole z widelcem w jednej ręce i smartfonem w drugiej. Nasze uzależnienie od przebywania w internecie i nieustannego udostępniania wszystkiego, na co przyjdzie nam ochota, nie tylko rujnuje atmosferę obiadów rodzinnych, ale także odkrywa nasze prawdziwe życie, dając nad nim kontrolę korporacjom. Jeśli mogę pofilozofować przez chwilę, pokuszę się o stwierdzenie: jeśli nie mamy namacalnej przeszłości, czy mamy jakąś przyszłość?

Jak się okazuje, odzyskanie własności cyfrowych wspomnień nie jest łatwe. Giganci IT zrobią wszystko, co mogą, aby Cię zatrzymać. A kto z nas pozostawił swoje cyfrowe odciski w tylko jednym serwisie? Trzeba pamiętać, że znaczna większość osób rozproszyła swoje wspomnienia w co najmniej kilku miejscach.

Pracując nad koncepcją serwisu FFForget, którą chcemy publicznie udostępnić w 2017 roku, przetestowaliśmy interfejs programistyczny (API) czterech głównych sieci społecznościowych: Facebook, Twitter, Instagram i Google+. Okazało się, że użytkownicy mogą (na chwilę obecną) zabrać z nich swoje rzeczy, utworzyć kopię swoich cyfrowych wspomnień tych sieci i bezpiecznie przechowywać je w niedostępnym, zaszyfrowanym skarbcu. Po odzyskaniu zawartości osobistej użytkownicy mogą zrobić z nią, co tylko chcą — podobnie jak ze swoimi kontami. Jednym słowem, mogą wykonać kolejny krok, aby stać się niezależnym od dużych firm technologicznych.

Głęboko wierzę, że zabranie swojej cyfrowej zawartości to krok ku przyszłości, w której obecny model — niewolnictwo cyfrowe — nie będzie już obowiązywać. W tej przyszłości prawa własności będą całkowicie należały do użytkowników, którzy będą mogli zarządzać swoimi treściami w pełni. To przyszłość, w której chcę żyć.

Zostań naszym fanem!