facebook
Torrenty wymierają? Nie szkodzi - piraci i tak sobie radzą
06 września 2017

Zmierzch stron z torrentami to już fakt - na całym świecie jak muchy padają kolejne serwisy oferujące ten sposób pobierania nielegalnych gier, filmów czy seriali, ale wcale nie oznacza to, że rozmiary piractwa nagle ulegają zmniejszaniu. Zmieniają się tylko środki prowadzące do celu, o czym przekonuje najnowszy raport serwisu Gadgets 360.

Google Drive z palmą pierwszeństwa

Jak się okazuje, palma pierwszeństwa jeśli chodzi o największą liczbą nadużyć zgłoszonych przez wydawców i producentów należy w tym momencie do Google Drive. Tak, to prawda - popularny serwis amerykańskiego potentata to znakomita sposobność do przechowania pirackich filmów i seriali na taką skalę, że kontrolowanie tego procederu okazuje się być już bardzo ciężkie do kontroli. Co ciekawe, w wielu przypadkach mamy do czynienia z sytuacjami, w których konkretny wpis zawiera tylko i wyłącznie link do serwisu YouTube. I choć serwis ten znany jest z szybkiego reagowania i usuwania pirackich treści, to okazuje się, że jest sposób na obejście tych obostrzeń.

Linki prowadzą bowiem do filmów, które posiadają status "niepubliczny" - wówczas to film jest niemożliwy do znalezienia z poziomu wyszukiwarki, a dostęp do niego uzyskują tylko i wyłącznie osoby posiadające konkretny adres. Z racji tego wykrycie tegoż procederu nie należy do najłatwiejszych, a skala jest naprawdę spora. W końcu praktycznie każdy z nas posiada konto w usługach Google, a linki można znaleźć łatwo chociażby na Facebooku czy popularnych forach internetowych.

Piraci często korzystają także z usług innych serwisów oferujących internetową przestrzeń dyskową, takie jak chociażby Dropbox czy OneDrive - znajdują one jednak znacznie mniejsze uznanie ze względu na nieco mniejszą dostępność oraz małą darmową pojemność konta w porównaniu do Google Drive. Najmniej popularne są z kolei serwisy wideo, czyli wspomniany jest YouTube, Vimeo czy DailyMotion.

Linki... w mapach?

Co ciekawe, dość sporą popularnością cieszy się także serwis My Maps od Google - ta usługa pozwalająca na tworzenie własnych map stała się prawdziwym zagłębiem pirackich linków. Po stworzeniu własnej mapy w jej opisie bardzo często lądują bowiem bezpośrednie odnośniki do filmów. To chyba najlepsze potwierdzenie kreatywności piratów.

I wiele wskazuje na to, że od tej drogi nie ma już odwrotu - w ciągu ostatnich dwóch lat upadło wiele popularnych serwisów, takich jak KickAssTorrents, ExtraTorrent czy Shaanig, które łącznie kumulowały nawet 500 milionów unikalnych użytkowników. To spory cios i choć wciąż istnieje chociażby The Pirate Bay, to trzeba uczciwie przyznać, że czasy nieskrępowanego korzystania z torrentów minęły już bezpowrotnie. To zbyt prosty do wykrycia mechanizm, by mógł być skuteczny.

Źródło: instalki.pl
Zostań naszym fanem!