facebook
Nastolatek zamówił DDoS żeby nie pisać egzaminu
22 maja 2015

Jak ominąć egzamin, na który nie jest się przygotowanym? Najprostszym rozwiązaniem jest po prostu się na nim nie pojawić. W takim przypadku dobrze jednak mieć solidną wymówkę. A i to czasem nie pomaga. Zdarzały się przypadki wszczynania fałszywego alarmu pożarowego albo bombowego. To głupota, droga impreza i… przestarzałe rozwiązanie. Dzisiaj organizuje się atak DDoS.

Historia jest krótka i nieskomplikowana. Pewien młody Amerykanin chciał odwlec termin egzaminu w swojej szkole. Ów egzamin odbywa się w formie cyfrowej, uczniowie są podłączeni do Internetu. Uczeń zamówił więc atak DDoS, by sparaliżować system. I udało się. Przy okazji sparaliżował 50 szkół i utrudnił w nich przeprowadzenie owego egzaminu. Łatwo się domyślić, że wybuchła afera, sprawę wzięły pod lupę odpowiednie służby i szybko dopadły delikwenta. Teraz grozi mu więzienie, wydalenie ze szkoły, a rodzice zostaną obciążeni kosztami wybryku. Koledzy, którzy będą musieli ponownie zdawać test pewnie nie są zachwyceni.

Tamto wydarzenie miało miejsce w Idaho. Przenosimy się na Południe, do stanu Georgia, a konkretnie jego stolicy. W Atlancie też miejsce miało ciekawe wydarzenie. Ktoś przejął kontrolę nad jednym z miejskich billboardów i umieścił na nim niestosowne treści. A mówiąc wprost, zaserwował przechodniom dawkę golizny. Podejrzewam, że zdziwienie było spore i przed tablicą zebrał się tłum gapiów nim odłączono zasilanie, bo tylko w ten sposób można było zapanować nad zbuntowanym billboardem. Co ciekawe, firma zarządzająca tym urządzeniem (i całą masą mu podobnych) dostała podobno wcześniej ostrzeżenie od speca zajmującego się bezpieczeństwem – informował, że system jest narażony na atak. Firma poinformowała go, że nie interesują jej te doniesienia. No i się doigrała.

Rozwój Internetu, podłączanie do niego kolejnych ludzi i maszyn, sprawia, że wzrośnie liczba cyberprzestępstw, a także wysokość strat spowodowanych przez bandytów działających w cyfrowym świecie. Zazwyczaj omawiając ten temat wspomina się o specjalistach, hakerach wynajmowanych przez państwa, firmy czy pojedyncze osoby do popełnienia przestępstwa. Wynajmowanych lub stale utrzymywanych. Warto jednak pamiętać, że obok tego zjawiska, funkcjonować będzie inne. Sporą rolę odegra w nim przypadkowość, spontaniczne działania.

Przybywać będzie nastolatków czy studentów, którzy postanowią zaszkodzić swojej szkole/uczelni w ramach odegrania się, doprowadzenia do paraliżu, ewentualnie wywołania hecy. Jedni zrobią to sami, ci mniej uzdolnieni zapłacą innym. Pojawią się ludzie, którzy będą chcieli przejąć billboard, zraszacze sąsiada, komputer teściowej, telefon koleżanki z klasy, kamery w sklepie monopolowym, parkomaty w mieście. Niekoniecznie w celu wyrządzenia określonej szkody czy zdobycia wrażliwych danych. To nie będą przemyślane i opracowywane miesiącami akcje, lecz zwykłe wygłupy, chęć zaimponowania komuś lub zaszkodzenia mu pod wpływem impulsu. Musimy się na to przygotować i mieć świadomość tego, że cyberprzestępczość nie dzieje się gdzieś tam, nie ucierpi „ktoś”. Ofiarą może paść każdy z nas, a powodem nie muszą być pieniądze. Ilu ludzi, tyle powodów.

Źródło: antyweb.pl
Zostań naszym fanem!